niedziela, 8 września 2013

„Druga wojna polsko-ukraińska 1942-1947” Wołdymyra Wiatrowycza



http://sol.myslpolska.pl/2013/09/szlachetni-bojowcy-z-upa-i-polscy-szowinisci/
 Wydana w Polsce przez Archiwum Ukraińskie, czyli tę samą oficynę, która opublikowała „Akcję >Wisła<” Misiły. Wiatrowycz był gościem tegorocznej łemkowskiej Watry, podczas której promowano jego książkę, a moderatorem dyskusji był Eugeniusz Misiło. Książka Wiatrowycza, byłego szefa archiwów Służby Bezpeky Ukrainy a obecnie dyrektora Centrum Badań Ruchu Wyzwoleńczego (sic!), ma być generalnym rozprawieniem się z polską wersją historii stosunków polsko-ukraińskich. W rzeczywistości jest to czysty rewizjonizm i negacjonizm. Przede wszystkim autor neguje odpowiedzialność UPA za Wołyń. Pisze: „Podziemie ukraińskie, które w tym czasie było na początkowym stadium formowania oddziałów bojowych, nie mogło zrealizować wspomnianej operacji. Terytorium planowanego wysiedlenia nigdy nie znajdowało się pod pełną kontrolą ukraińskiego ruchu, nadal bowiem funkcjonowały tam niemieckie władze okupacyjne, prowadzili działania sowieccy partyzanci, a także polskie formacje podziemne”. Lista przewinień Wiatrowycza, według Grzegorza Motyki, który był zmuszony do jego zaatakowania, jest następująca:
1) Próba udowodnienia, że nie było rozkazu OUN-B nakazującego wymordowanie polskiej ludności. Zdaniem Motyki Wiatrowycz kręci, manipuluje, pomija, stronniczo interpretuje, a na końcu użyte w książce „retoryczne chwyty sprawiają, że znakomita większość czytelników zamknie ją z przekonaniem, że OUN nie wydawała żadnych rozkazów w sprawie polskiej”.
2) Hipoteza „buntu ludowego”. Ta wersja wydarzeń była głoszona przez banderowców już w czasie trwania II wojny światowej. Niestety, nie ma na nią żadnych dowodów. Nie udało się znaleźć ani jednego przypadku wymordowania polskiej wsi przez ukraińskich chłopów bez udziału bojówek OUN-UPA.
3) Kłamstwo Wiatrowycza o mordzie w Paroślach – „Przekłamana wioska”. „Wiatrowycz polemizuje bowiem z tezą Motyki, że wieś Parośle została wymordowana 9 lutego 1943 roku przez pierwszą sotnię UPA” (…) „Broniąc członków pierwszej sotni przed zarzutem napadu na wioskę, Wiatrowycz w swym retorycznym zapędzie przekracza granicę dobrego smaku” – dodaje Motyka.
4) Wiatrowycz utrzymuje, że we wschodniej Galicji konflikt również zapoczątkowali Polacy, chcąc się zemścić za Wołyń.
Wiatrowycz neguje polskie dane na temat liczby wsi spalonych i wymordowanych w dniu 11 lipca 1943, redukując ją do 20-25, zamiast do ok. 100. Uważa też, że liczba polskich ofiar na Wołyniu była znacznie mniejsza niż się podaje, sięgając ok. 30.000. Według niego, UPA tylko „przyłączyła” się do buntu ukraińskich mas, bo nie miała innego wyjścia. Zauważmy, że podobne tezy lansuje na łamach „Gazety Wyborczej” Mirosław Czech, członek Rady Głównej Związku Ukraińców w Polsce, pisząc, że za Wołyń odpowiadają władze niemieckie, bo to one administrowały tym terenem oraz partyzantka sowiecka („Jak Moskwa rozpętała piekło na Wołyniu”).
Tyle w skrócie o najnowszych ukraińskich książkach w języku polskim. Ciśnie się na usta jeden wniosek. Tezy w nich zwarte są oficjalnie krytykowane przez powiązane z polskimi władzami i polskim instytucjami osoby z kręgu ukraińskiej mniejszości, ale większość z nich milczy lub po cichu utożsamia się nimi. Przypadek Czecha jest tu najbardziej jaskrawy. Lektura omówionych tutaj książek pozwala też na zapoznanie się z prawdziwymi a nie kamuflowanymi poglądami członków ZUwP. Owszem, sprawia to im czasem pewien dyskomfort polegający na konieczności oficjalnego ustosunkowania do zawartych tam ocen, ale tak naprawdę zdarza się to bardzo rzadko. Wiedzą oni bowiem, że tak naprawdę polscy decydenci i historycy często podzielają sporą część poglądów wyrażanych w tych publikacjach. Inaczej nie postępowali by tak bezczelnie.
 Jan Engelgard

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz