niedziela, 8 września 2013

Szlachetni bojowcy z UPA i „polscy szowiniści”



http://sol.myslpolska.pl/2013/09/szlachetni-bojowcy-z-upa-i-polscy-szowinisci/
Ukraińcy w Polsce nic sobie nie robią z nasilającej się fali potępienia działań OUN-UPA, które przyniosło nieszczęście nie tylko Polakom, ale i Ukraińcom. Wyrazem tej butnej postawy są coraz liczniejsze publikacje w języku polskim, w których gloryfikuje się UPA i rzuca gromy na Polaków. Tutaj skrótowo omówię cztery takie publikacje.
Tom dokumentów Eugeniusza Misiły pt. „Akcja 1947” to już drugie wydanie, po tym z 1993 roku. Od razu rzuca się w oczy okładka, ze znakami SS zamiast cudzysłowia. Ta prowokacja wizualna ma odniesienie do treści wstępu Misiły, w którym pisze wprost o tym, jak „polscy komuniści” pisali „tekst własnego projektu Endlosung”. Chodzi Recz jasna o plan Operacji „Wisła”. Jak pisze Misiło, w pierwotnym tekście „Zarządzenia dla Grupy Operacyjnej „Wisła” było zdanie o „ostatecznym rozwiązaniu problemu ukraińskiego w Polsce”. W ostatecznej wersji tego zdania nie było. Według autora: „Wśród członków [Biura Politycznego KC PPR] było kilka osób pochodzenia żydowskiego, dla których zwrot o „ostatecznym rozwiązaniu” mógł się kojarzyć z Holocaustem, a pomysł zastosowania tej samej koncepcji wobec Ukraińców stawiał jej autorów – władze komunistyczne – na równi z hitlerowcami”.
Mimo to autor stawia tezę, że polskie władze wzorowały się na hitlerowcach, używając do osadzania podejrzanych Ukraińców filii KL Auschwitz, to jest obozu w Jaworznie. Takie łatwe paralele są skandalem, jeśli weźmie się pod uwagę, że celem władz w Warszawie wcale nie była eksterminacja narodu ukraińskiego, tylko likwidacja siatki OUN-UPA. Bilans ofiar był minimalny –160 zmarłych z chorób w Jaworznie i wyroki śmierci na czynnych członkach UPA (173 wykonanych). Mimo to Misiło grzmi o „największej zbrodni na terenach Polski po 1945 roku”.
Jedyne z czym można się zgodzić z Misiłą, to twierdzenie, że Warszawa nie konsultowała decyzji o Operacji „Wisła” z Moskwą, co kwestionują ukraińscy koledzy Misiły po fachu. Nie podoba im się także zbyt radykalne stawianie przez niego wniosków.  I tak, Rafał Wnuk z lubelskiego IPN w artykule o stanie historiografii stosunków polsko-ukraińskich ocenił prace Eugeniusza Misiły jako jednostronne, czego dowodem zdaniem Wnuka jest traktowanie powojennych polskich władz komunistycznych jako niezależnego organu władzy (w rzeczywistości ważniejsze decyzje musiały być uzgadnianie z ZSRR), „pomniejszanie wagi działalności UPA, przy podkreśleniu „wojskowej słabości tej formacji” i ignorowaniu „przestępczych działań przeciw polskiej ludności cywilnej”, wyolbrzymianie „brutalności Wojska Polskiego, milicji i tajnej policji”. W efekcie – twierdzi Wnuk – czytający jego książki otrzymuje portret „niewinnych Ukraińców, brutalnych, okrutnych polskich komunistów i powszechnego polskiego poparcia dla wysiedleń”. Misiło „pisze tylko o konflikcie polsko-ukraińskim na terytorium obecnej Polski. Pozwala mu to ignorować wszelką antypolską akcję OUN-UPA na Wołyniu i w Galicji”.
W tę poetykę wpisuje się także tom wspomnień upowców z lat 1945-1947, walczących w Bieszczadach i na Lubelszczyźnie pod wymownym tytułem „Za to, że jesteś Ukraińcem… Wspomnienia z lat 1944-1947”. Książkę wydało Stowarzyszenie Ukraińców Więźniów Politycznych i Represjonowanych w Polsce. Autorem wstępu jest osławiony redaktor „Naszego Słowa” Bogdan Huk. Dokonuje on chytrego zabiegu. Pisze, że „wspomnienia te to także część polskiego dziedzictwa”. Upowcy byli obywatelami Polski, a formacja ta „stanowiła także część historii oporu wobec komunizmu”. Jest to oczywisty fałsz. UPA nie uznawała zwierzchności państwa polskiego na tym terenie, nazywając go Zakerzonią. To po pierwsze, a po drugie – UPA nie walczyła komunistami, tylko z Polakami i Polską, i bynajmniej tego nie ukrywała. Gdyby po 1945 roku w Warszawie był rząd bez komunistów, w Bieszczadach byłoby to samo. Ukraińcy w Polsce podrzucili Polakom „antykomunistyczny” mit, chcąc osiągnąć jedno – uzyskać wiarygodność i swego rodzaju „rozgrzeszenie”. W Polsce współczesnej „antykomunizm” jest swego rodzaju wytrychem, przy pomocy którego otwiera się różne drzwi. Nawet ewidentne przewiny i zbrodnie mogą ujść płazem, jeśli się je zakwalifikuje jako czyn „antykomunistyczny”. OUN zdawała sobie sprawę, że w Polsce po 1990 roku będzie można sporo „ugrać” na antykomunizmie, z tego względu ośrodki postupowskie chętnie podsycały i podsycają u nas antykomunizm. Przede wszystkim sprawia to, że Polacy uprawiają nic innego, jak bratobójczy kanibalizm, tropiąc wszędzie „komunistów” i nadając temu znaczenie wręcz rytualne. Pod tym parasolem chętnie chowają się postępowcy, piekąc swoją pieczeń. Namacalnym tego dowodem był wydany przez IPN w 2007 roku „Atlas polskiego podziemia niepodległościowego 1944–1956”, w którym straty UPA poniesione na terenie Polski wliczono do strat ogólnych zbrojnego podziemia. Znamienne, że redaktorem tego wydawnictwa był Rafał Wnuk, który teraz oficjalnie krytykuje Eugeniusz Misiłę.
Jan Engelgard

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz