Strony

środa, 24 grudnia 2014

Donajscy – Wołyńska Rodzina

Zenon, Janina, 3,4-nn, Hilary, Adrian, Urszula z Bejerów, Lila, Nepomucen, Maria
Rodzina Urszuli z Bejerów i Nepomucena Dunajskich


To skrócony opis fragmentu wołyńskiej historii widzianej przez pryzmat losów i doświadczeń kilku zaledwie członków tej licznej rodziny i rodzin z nią blisko spokrewnionych. 
Donajscy przybyli na Wołyń w 1880 roku z Guberni Kaliskiej. Trzej bracia i ich siostra Anna z mężem Józefem Malinowskim. Osiedli w okolicach Kowla w Radomlu i Hołub w Starej Dąbrowie.
Pracowali zagospodarowując kupioną ziemię i budując budynki. Warunki były ciężkie, z tego powodu w okresie 1906 – 1910 kilku przedstawicieli młodszego pokolenia wyjechało do Ameryki. Wyjechali wtedy Franciszek, Antoni i Bazyli Dunajscy, Czesław Kaliński, Stanisława Sobolewska z Bejerów. Praca tych co pozostali została zniszczona podczas wojny bolszewickiej. Okres ten tak opisał Tadeusz Dunajski w Kronice Rodziny:
 „Podczas wojny polsko - bolszewickiej w 1920roku ci ostatni spalili nam wszystkie zabudowania. Fakt ten rodzice bardzo przeżyli, bo dorobek ich i dziadków poszedł z dymem. Na szczęście mieliśmy las. Były to drzewostany stare i nadające się znakomicie na budowę nowej siedziby. Wybudowano w latach 1921-22 znacznie obszerniejsze budynki od poprzednich”. 
Kolejne pasmo nieszczęść rozpoczęło się wraz z wybuchem II Wojny Światowej. Antoni, Józef, Stefan Donajscy, oraz inni członkowie rodziny czynnie w tej wojnie uczestniczyli. Józef i Stefan brali udział w walkach na Pomorzu i obaj dostali się tam do niewoli niemieckiej. Józefowi z małą grupą kolegów udało się z niewoli uciec. Szli nocami ponad 800 kilometrów, w październiku 1941 roku dotarli na Wołyń. 
Tych co na Wołyniu pozostali ogarnął sowiecki terror rozpoczęty 17 września 1939 roku i trwający do wybuchu wojny niemiecko – sowieckiej. Tadeusz Dunajski tak to opisał: „Po wkroczeniu bolszewików na kresy wschodnie, zabrano mojemu ojcu ziemię i przeznaczono ją kołchozowi... Zaczęto masowo wywozić bogatszych Polaków w głąb Rosji...Nasza rodzina została już wyznaczona na zsyłkę. Miało to nastąpić w środę 24 czerwca 1941 roku, ale wybuch wojny niemiecko - radzieckiej w dniu 21 czerwca plany te szczęśliwie zniweczył”.
Hilaria Głowacka z Dunajskich mająca wówczas 7 lat tak zapamiętała ten okres: „Utrwalił mi się taki obrazek jak w nocy wyglądaliśmy przez okno czy po białej drodze (była zima i świecił księżyc) nie jadą czasem ruscy żeby nas zabrać na Syberię. Spaliśmy w ubraniach by w razie czego być gotowym do odjazdu. Z rodzeństwem mieliśmy przygotowane przy łóżkach tobołki do zabrania, a wśród nich garnuszki ze smalcem i suchary. Pamiętam jak dziś jak mama suszyła suchary i wkładała do lnianych worków, żeby nie spleśniały. Uprzedził nas jakiś Ukrainiec, że będziemy wywiezieni... Dzięki Bogu fakt ten nie zdarzył się, gdyż zaczęła się wojna z Niemcami”.
 
Niektórzy członkowie rodziny nie mieli jednak tyle szczęścia, podczas transportu na Syberię zmarła Amelia z Gissyngów Łobaczewska i jej małe dziecko, dwoje starszych przeżyło zesłanie. Wcześniej sowieci zamordowali w majątku Drozdnie jej męża Bolesława Łobaczewskiego. W Kowlu w 1941 r. NKWD zamordowało męża Marianny (Stefanii) Gissyng Jerzego Zdzitowieckiego. Wywieziono do obł. Nikołajewskiej Stanisława Weredę – zmarł tam na tyfus. Do Niandy obł. Archangielska zesłano Stanisławę Anuszkiewicz z domu Bejer z córkami Aliną i Henryką, Stanisława zmarła w Czułak – Kurgan. 
Okupacja niemiecka przyniosła początkowo względny spokój, okupant zajęty walkami na wschodzie potrzebował dla armii żywności. Zwracano ziemię nakładając kontyngenty. Ten względny spokój nie trwał długo zaczynał się okres mordów dokonywanych przez Ukraińców na bezbronnych Polakach. Mordy takie stawały się coraz liczniejsze i apogeum osiągnęły w 1943 roku, były elementem strategii dowództwa UPA. Dmytro Klaczkiwski "Kłym Sawur", ówczesny dowódca grupy UPA - Północ w czerwcu 1943 roku wydał tajną dyrektywę w sprawie przeprowadzenia wielkiej akcji likwidacji polskiej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat. Bandyci gorliwie wykonujący takie rozkazy mordowali bestialsko całe rodziny. 
W 2007 roku tak opisała to ciągłe zagrożenie mieszkająca w Starej Dąbrowie siedmioletnia wówczas Hilaria Głowacka z Dunajskich: „Pamiętam też jak ojciec wykopał pod spichrzem na zboże tunel do ogrodu, a potem na pole stryja Wacława, aby jak przyjdą Ukraińcy mordować, zdążyć uciec tym tunelem do lasu. Przed wejściem do tunelu było małe pomieszczenie gdzie leżały pierzyny i gdzie jak pamiętam biegały i piszczały myszy. W uszach czasami słyszę łomotanie do drzwi domu i rozmowy Ukraińców, którzy zobaczywszy, że nie śpimy w domu zazwyczaj odchodzili. Jak zaczęły się rzezie, w niedługim czasie mama wywiozła nas do rodziny do Kowla”. 
Pierwszymi ofiarami w rodzinie była zamordowana przez policjantów ukraińskich 8 marca 1943 roku w Nowej Dąbrowie rodzina pracownika leśnego, podoficera rezerwy WP Waleriana Rolko. Zginął Walerian jego żona Helena, córka Danusia, rodzice Stanisława i Józef, oraz brat Waleriana Stanisław. 
Dla obrony ludności Polskiej powstawały oddziały samoobrony. W Radomlu taki oddział organizował i nim dowodził sierż. Józef Donajski. W oddziale tym byli ojciec Józefa Konstanty, bracia Antoni i Tadeusz., oraz inni mieszkańcy Radomla. Powiększał się on o uciekinierów z innych bardziej zagrożonych wsi Wołynia szukających schronienia w Radomlu. Zakupy broni dla oddziału samoobrony organizował Józef Donajski wraz z siostrą Amelią Kalińską mieszkającą w Kowlu. Broń kupowano za złoto lub słoninę od Niemców. 
Ten oddział samoobrony liczący w grudniu 1943 roku ok 30 żołnierzy nie był w stanie obronić mieszkańców Radomla podczas ukraińskiego napadu w pierwszym dniu Świąt Bożego Narodzenia 1943 roku. Placówki samoobrony z napadniętych wsi Radomla, Janówki, Stanisławówki, oraz przybyłe na pomoc oddziały z Lublatyna, Zasmyk i Zielonej choć liczące tylko 15 do 30 żołnierzy atakując z determinacją i z różnych kierunków zmusiły wielokrotnie liczniejszych napastników do rozpoczęcia odwrotu. Przybycie na pomoc w godzinach południowych kompanii „Kani” z odległego Kupiczowa zmieniło ten odwrót w chaotyczną ucieczkę za Turię. Było wiele ofiar. Z rodziny w Radomlu zginął Konstanty Donajski a ciężko ranny został kuzyn Donajskich Malinowski. W Janówce zginął Bolesław Gissyng bratanek Leokadii żony Konstantego. 
Fragment wspomnień Tadeusza Dunajskiego ps.”Orlik”: „po walce...do domu wracałem o zmierzchu z przerażeniem co tam zastanę, nie wiedziałem przecież komu udało się przeżyć. Już z daleka zauważyłem, że została spalona zachodnia część kolonii. W naszym gospodarstwie spalono stodołę, pozostałe budynki ocalały. Po dojściu do budynków zauważyłem, że sąsiad nasz (Bernard) Sieńko niesie jakieś ciało z głębi ogrodu. Były to zwłoki Konstantego, do którego oddano dwa strzały z bliskiej odległości w głowę... Pogrzeb Konstantego nastąpił 28.XII.1943 r. Pochowaliśmy go na katolickim cmentarzu w Zasmykach”. 
Rozkaz mobilizacyjny dla Inspektoratów Kowel i Łuck z 15.01.1944 roku Komendanta Okręgu Wołyńskiego AK płk „Lubonia”, oraz rozkaz z 12.02.1944 r. p.płk „Oliwy” o utworzeniu 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty włączyły członków konspiracji i samoobrony w skład formacji wojskowej. W dywizji służyło wielu członków rodziny. Opuszczając w ramach akcji „Burza” wraz z Dywizją Wołyń pozostawiali na niepewny los swoich bliskich. Tak tą trudną chwilę opisał we wspomnieniach Józef Donajski: „Gdy front dotarł na Wołyń i Rosjanie byli już pod Kowlem, oddziały 27 Dywizji AK przesuwały się na zachód, samoobrona wcześniej włączona do składu Dywizji również musiała opuścić rodzinne strony. 19 marca 1944r. opuszczaliśmy Radomle z ciężkim sercem wysłuchując przekleństw i złorzeczeń cywilnych mieszkańców mających uzasadniony żal, że pozostawiani są sami na niepewny los. Zagrożenie ze strony band ukraińskich było już jednak znacznie mniejsze. Ukraińcy przycichli przerażeni nową sytuacją, wiedzieli jak bezwzględnie postępuje armia sowiecka ze schwytanymi nacjonalistami”. 
W maju 1944 roku Amelia Kalińska z Donajskich z rodziną po przeżyciu sześciu tygodni w oblężonym przez Sowietów Kowlu została wywieziona przez Niemców transportem skierowanym na Majdanek. W drodze zbiegła z bliskimi – ratując życie, ale opuszczając na zawsze Wołyń. W tym samym roku w końcu lipca w okolicach Lubartowa na Lubelszczyźnie – po rozbrojeniu oddziałów 27 WDP AK Tadeusz, najmłodszy z Donajskich syn Konstantego został wcielony do armii gen. Berlinga, do której już wcześniej trafił Czesław Donajski i Hilary Dunajski. 
W walkach Dywizji, głównie podczas prób wydostania się z okrążenia zginęli:
Tadeusz Dunajski „Szczygieł” syn Wacława III/50pp zginął na pińskich bagnach na Polesiu. Podczas przeprawy przez Prypeć w walce wręcz z Niemcami został ranny w brzuch, pozostawiony pod opieką okolicznych mieszkańców zmarł.
Remigiusz Dunajski „Żuraw” III/50pp syn Hilarego ranny w walkach 27 WDP AK trafił do szpitala w Chełmie Lubelskim. W październiku 1946 zmarł.
Czesław Szulęcki syn Władysława II/50 pp zginął 21.04.1944 r. w Jagodzinie podczas przejścia przez tory kolejowe.

Wacław Solecki syn Jana zginął na Polesiu wiosną 1944 r. podczas próby przedostania się za Prypeć.
 
Józef i Antoni Donajscy, Tadeusz Dunajski i wielu innych członków rodziny biorących udział w walkach 27 WDP AK przeżyło, lecz na Wołyń już nie wrócili. Pamiętam jak mój ojciec Józef Donajski wiele lat po wojnie mówił: „ja tę wojnę przegrałem”. Mieszkał na tak zwanych „Ziemiach Odzyskanych” i tęsknił do tych miejsc gdzie wszystko było najpiękniejsze, tęsknili i inni. Do śmierci pamiętał je tak jak wyglądały w czasie jego młodości. Dobrze, że nie widział tej kępy krzaków jaka rośnie w miejscu gospodarstwa Donajskich w Radomlu. 

Wiesław Donajski


http://wdonajski.za.pl/RADOMLE_JANOWKA/Donajscy_rodzina.html

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz