- Moje wołyńskie dzieciństwo - Zbigniew Komorski ("... Zbliżał się wrzesień roku 1939, miałem rozpocząć naukę. Rodzice kupili mi całą wyprawę łącznie z pięknym skórzanym tornistrem. Czekałem. Skończyło się szczęśliwe dzieciństwo, postawieni zostaliśmy pod ścianą; co za nią - jedynie Bóg wie. W mieście pokazało się dużo chromych, kalekich, biednie ubranych, proszących o datki jałmużnę. Chodziły wieści że to szpiedzy. Miasto zapełniło się uciekinierami z Polski Centralnej. Podążali na wschód w kierunku na Zaleszczyki i na Rumunię. Jak daleko zaszli? Nie wiedzieli, że idą prosto w paszczę niedwiedzia. Że to sąsiedzi, Słowianie wbili nam bagnet w plecy, a oni pojadą bydlęcymi wagonami na "Sybir". Uciekali przed Germanami, a trafili na Moskali, którzy byli lepsi?")
Strony
▼
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz