środa, 1 stycznia 2020

Szatańska religia banderyzmu


Korespondencja z Kijowa. 
Nacjonalistyczna część społeczeństwa ukraińskiego zaczyna swój Nowy Rok nie od Bożego Narodzenia ale od narodzin szatańskiego bożka Stepana Bandery, bo na 1 stycznia przypadają urodziny tego krwawego wodza narodu ukraińskiego. Dlatego 1 stycznia w najbardziej oglądalnych godzinach wieczornych telewizja „TBI” neobanderowca i opozycyjnego posła Mykoły Kniażyćkoho (sympatyka polskiej „Gazety Wyborczej) – zademonstrowała film fabularny poświęcony Banderze „Atentat. Jesienne zabójstwo w Monachium” w reżyserii Olesia Janczuka, znanego z antypolskiego i probanderowskiego filmu „Żelazna sotnia”.

Wyświetlono film w programie telewizyjnym „Cywilizacja” autorstwa byłego spikera telewizji sowieckiej Jurija Makarowa, który pochodzi z rodziny rosyjskiej białej emigracji w Bułgarii.
Przed demonstracją filmu o Banderze probanderowski Rosjanin w niby to dyskusji z młodym historykiem ukraińskim doszedł do wniosku, iż to komuniści robili z Bandery diabła, którym ten wybitny Ukrainiec w rzeczywistości nie był. Zdaniem Makarowa, Stepan Bandera to przedstawiciel patriotycznej inteligencji ukraińskiej, która walczyła cywilizowanie z zaborcami polskimi i rosyjskimi na własnej ziemi.
I w odróżnieniu od sowieckich i polskich filmowców ukraiński reżyser Oleś Janczuk w swoim ostatnim filmie „Atentat” pokazał prawdziwy obraz Stepana Bandery. Dla przefarbowańca banderowskiego Makarowa z telewizji „TBI” ten film Janczuka jest prawdziwy, a dla mnie wręcz przeciwnie - to kolejna falsyfikacja historii autorstwa filmowego gloryfikatora i propagandzisty OUN-UPA Olesia Janczuka z Kijowa.
Film „Atentat” przypomina filmy sowieckie na zamówienia Kremla o nieskazitelnym Leninie albo Stalinie. Scenariusz Wasyla Portniaka pobudowany w stylu socjalistycznego realizmu, albo raczej ukraińskiej nowej fali religii banderowskiej. Nieskazitelni wojacy UPA, którzy wycofują się z etnicznych ziem ukraińskich w Polsce w wyniku natarcia wojsk NKWD, żegnają się na granicy czeskiej z Ukrainą. To polsko-sowiecka „haniebna” Operacja „Wisła” ciosem w plecy zmusiła rycerzy ukraińskich opuścić „Ukrainę”, aby przejść do strefy okupacji amerykańskiej w niemieckiej Bawarii. Na rozkaz Amerykanów, aby wojacy UPA złożyli broń, tamci odpowiadają, iż tego nie uczynią, bo broń im potrzeba aby zwalczać wspólnego wroga demokracji - ZSRR. Amerykanie się zgadzają na takie argumenty, patrząc na ryzerzy ukraińskich zakochanymi oczami.
Potem najbardziej „prawdziwy” reżyser Janczak pokazuje w swoim „arcydziele” w mieszkaniu monachijskim nieskazitelnego inteligenta Banderę w gronie „świętej” rodziny. Kochający ojciec i małżonek, który za chwilę czarodziejsko staje się intelektualistą i dyktuje swojej sekretarce mądre teksty artykułu wyzwoleńczego do prasy zachodnioniemieckiej. Na takie obrazki filmowe aż się łzy płyną z oczu.
W filmie wszystko, co jest dobrego brzmi w języku ukraińskim. Natomiast spisek przygotowywany przez agentów KGB, aby zabić genialnego wodza wszystkich czasów i narodów Banderę, brzmi w języku rosyjskim. Dlatego widz nigdy nie pomyli w filmie „Atentat” co jest dobre, a co jest złe. Na placówce dyplomatycznej ZSRR w Monachium knują plany diabli, a w gabinecie geniusza ukraińskiego Bandery uśmiecha się z radości sam bóg i wszędzie śpiewają aniołkowie. A spotkania Stepana Bandery z Jarosławem Stećko w Monachium przypomina do złudzenia filmowe spotkania na emigracji Włodzimierza Lenina z Lwem Trockim.
A potem dochodzi do tragicznej końcówki filmowej ikony OUN-UPA „Atentat”, gdy agent sowiecki i były banderowiec Bohdan Staszynśkyj ze Lwowa strzałem z broni specjalnej trafia Banderę, jak Lenina, otrutą kulą i ten pada ale nie umiera, bo duch Bandery jest nieśmiertelny.
I nic dodać i nic ująć. Arcydzieło filmowe o nowym „świętym” pogańskiej religii banderowskiej trafia, jak ta kula zdrajcy galicyjskiego Staszynśkoho, do umysłów widzów ukraińskich, którzy potem głosują na wyborach na neobanderowską „Swobodę”, która dzięki takim twórcom jak reżyser Oleś Janczak dorwie się nareszcie do władzy w całej Ukrainie.
Eugeniusz Tuzow-Lubański, Kijów

Za: Ks. Tadeusz
Isakowicz-Zaleski

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz