środa, 17 kwietnia 2013

Wołyń – spór o wartości


Nie zabijaj (Fot. cracowpostergallery.com)

W roku bieżącym mija 70. rocznica rzezi wołyńskiej. Poruszanie tego tematu niektórzy publicyści porównują z chwytaniem gołą ręką za rozżarzone żelazo. Dlaczego?

Szczególna to próba dla tych, którym zależy na porozumieniu polsko-ukraińskim. W sferze deklaracji zależy na nim prawie wszystkim. Często jednak zaraz potem pojawiają się zastrzeżenia. Tak, ale... W szczególny sposób dotyczy to wydarzeń z lat czterdziestych ubiegłego wieku, w szczególności rzezi na Wołyniu i w Galicji. Zasada, że ostatnia krzywda boli najbardziej działa tu z żelazną konsekwencją.

Pojawiają się próby relatywizacji ocen tych historycznych już wydarzeń. Niektórzy nazywają ją wojną pamięci. Jest podobno pamięć polska i pamięć ukraińska. Czy aby naprawdę?

Są fakty. Nieubłagane. Należy je znać i dalej badać. Dziś to zadanie dla historyków. Nie ma prawdy polskiej i prawdy ukraińskiej. Prawda jest jedna. Trzeba ją znać i o niej mówić. Tylko wtedy mamy szansę, że to, co się wówczas wydarzyło, nigdy więcej się nie powtórzy. Powtarzam – to tylko szansa, nie pewność. Dlatego nie ma miejsca na półtony czy skrywanie faktów w imię doraźnych interesów politycznych czy źle pojętych interesów narodowych. Tylko prawda ma walor oczyszczenia. Zbrodnia pozostanie zbrodnią. Człowiek nie ma prawa odbierać życia drugiemu człowiekowi. Nie ma idei czy ideologii, w imię której byłby do tego uprawniony. A takie próby przecież są. Także dzisiaj. Jedynym antidotum jest prawda, podparta wiedzą i mocnym kręgosłupem moralnym.

Marcin Romer
Tekst ukazał się w nr 7 (179) 16-25 kwietnia 2013

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz