sobota, 15 lutego 2014

Wypowiedź ukraińskiego nacjonalisty

Траекторії націоналізму



Trajektorie nacjonalizmu 
12 lutego 2014 r. 
Czymkolwiek by nie skończyła się "euro-rewolucja", społeczeństwo ukraińskie nie będzie już takie samo, jak wcześniej. Oczywiście, że jest zbyt wcześnie na podsumowania. W ostatnich miesiącach widzieliśmy, że mogą pojawić się zupełnie nieprzewidywalne wydarzenia i robienie dalekosiężnych przewidywań nie jest możliwe.  
Ale pewne tendencje mimo wszystko są już odczuwalne. W dalszej części tekstu postaramy się zobaczyć, czym stał się Euro-majdan dla ukraińskiego nacjonalizmu i jaki będzie ukraiński ruch nacjonalistyczny po Euro-majdanie. 
 Ale najpierw trzeba określić sytuację w obozie nacjonalistycznym na początku "euro-rewolucji". Możliwe jest wyróżnienie trzech tendencji. Po pierwsze, jest to opresja, która zaczęła się pod rządami prezydenta Wiktora Janukowycza. Jeśli jego poprzednik nie szczególnie zaczepiał nacjonalistów, a nawet na różne sposoby z nimi flirtował, drużyna z Doniecka wzięła się za nich na poważnie. Tak więc, na początku 2011 roku, rozpoczęła się fala aresztowań przywódców WO "Trójząb" im. Stepana Bandery. Również w 2011 roku zostali aresztowani przywódcy organizacji "Patriota Ukrainy" i Zgromadzenia Socjal-Nacjonalistycznego. O innych przypadkach nie warto wspominać - na ten temat napisano więcej niż wystarczająco. 
Po drugie, równolegle rozwijała się inna tendencja, a mianowicie monopolizacja ruchu nacjonalistycznego przez jedną z partii. Podając siebie za "jedyną siłę ukraińską" "Swoboda" w rzeczywistości wypychała ze swojego pola ideologicznego wszystkich konkurentów. Ponadto ze strony tych ostatnich można usłyszeć zarzuty, że ludzie Tiahnyboka nawet pomagali władzy "posadzić" [za kratki] kilku członków organizacji "Patriota Ukrainy". Tak czy owak "Swoboda" rzeczywiście pozostała jedyną organizacją, która mogła pretendować do realnej władzy politycznej. 
Po trzecie, na takim tle dokonywało się zróżnicowanie nacjonalizmu na "nacjonalizm posiadający władzę" i "nacjonalizm uliczny". Kulminacyjny punkt tendencja ta osiągnęła w 2012 roku, kiedy "Swoboda" dodatkowo weszła do Parlamentu. W efekcie jedna część nacjonalistów (reprezentowana przez ludzi Tiahnyboka) zdobyła władzę, a druga pozostała w nieznośnych warunkach ucisku władzy i presji konkurencyjnej braci ideologicznych. I w takiej chwili wydarzyła się "euro-rewolucja". 
Kataklizm społeczno-polityczny - to zawsze szansa na zmianę swojej sytuacji. Zatem nie ma w tym nic dziwnego, że nacjonaliści rozwinęli tam energiczną działalność. Na początku szczęście dopisywało "Swobodzie". Podczas szturmu ulicy Bankowej w dniu 1 grudnia [2013] radykałowie z "Prawego sektora" nie wyglądali na zwycięzców i ich linia postępowania w tym momencie wydawała się, mówiąc delikatnie, wątpliwa. Przypomnijmy, "Prawy sektor" - to stowarzyszenie członków organizacji "Patriota Ukrainy", Zgromadzenia Socjal-Nacjonalistycznego, UNA-UNSO oraz innych organizacji. Natomiast twarda retoryka Tiahnyboka była przyjmowana owacyjnie - "Hura!". 
Ale już następnego roku sytuacja radykalnie się zmieniła. Umiarkowana opozycja stanęła w obliczu faktu, że "dyskoteka" w żaden sposób nie ma wpływa na władzę, i że prowadzi ona twardą linię postępowania w stosunku do protestujących - aż do "dyktatorskich" ustaw Oljjnyka-Kiwałowa. Pozycja "Swobody" wyraźnie się zachwiała, ponieważ jej wieloletnia rewolucyjna ideologia i frazeologia w krytycznej sytuacji okazała się bardzo umiarkowaną praktyką. Jak na ironię, "banderowską armią", którą obiecał Ukraińcom członek parlamentu Jurij Mychalczyszyn, okazała się nie "Swoboda". lecz "Prawy Sektor". Po przyjęciu przez parlament "dyktatorskich ustaw" stosunek do działań z zastosowaniem przemocy zmienił się. Ci, którzy w grudniu byli nazywani prowokatorami i "tituszkami", w styczniu stali się bohaterami. 
Tak się złożyło, że członkowie marginalnych organizacji, których nazwy społeczeństwo już zdążyło zapomnieć (lub nie zdążyło ich poznać), odpowiedzieli na potrzebę chwili lepiej, niż poważna partia parlamentarna. Układ sił uległ zmianie. W "Prawym Sektorze" przekonali się o tym bardzo szybko. Doszło do tego, że przywódcy opozycji zostali zmuszeni chodzić ze sprawozdaniami na ulicę Hruszewskiego, skąd mogli zostać wypędzeni przekleństwami i obelgami - nawet ideologicznie bliski Tiahnybok. Co więcej, na początku lutego "Prawy Sektor" rozpoczął swoje własne [odrębne] negocjacje z władzą, nie zważając na niezadowolenie opozycji parlamentarnej. 
Ponadto podczas "euro-rewolucji" nacjonalizm ukraiński wszedł na jakościowo odmienny poziom aktywności. Zamiłowanie ukraińskich nacjonalistów do kamuflażu, paramilitarnych organizacji i szkoleń jest ogólnie znane. Jednakże, za wyjątkiem zagranicznych "wojaży" UNSO, nasz nacjonalizm rzadko wychodził poza granice "huliganki". Ale w tym roku nacjonalizm gwałtownie "wydoroślał", organizując milicji "koktajl party", a nawet prawdziwą walkę wręcz. 
Tak więc są poważne powody, aby wyodrębnić trzy nowe tendencje w nacjonalistycznym obozie. Po pierwsze, jego przekształcanie się w związku z powstawaniem nowych podmiotów i pojawianiem się nowych liderów (na przykład: lider "Prawego Sektora" Dmytro Jarosz), a jednocześnie pewna dewaluacja partii-monopolisty. Po drugie, pojawienie się silnego zapotrzebowania na radykalny nacjonalizm, przy tym radykalny w działaniach, a nie w retoryce. W tym przypadku tolerancja społeczeństwa (przynajmniej jego opozycyjnie zorientowanej części) do przemocy politycznej znacznie wzrosła. I po trzecie, wzrosła gotowość samych nacjonalistów do stosowania przemocy. I nie chodzi tu o przepychankę z komunistami na wiecu, lecz o niemal prawdziwą wojnę uliczną z milicją - póki co jeszcze bez masowego użycia broni palnej. 
Jak wspomniano na początku, zrobienie dalekosiężnej prognozy w tym momencie nie jest możliwe. Ale możliwe jest nakreślenie dwóch prawdopodobnych scenariuszy dalszego rozwoju wydarzeń. Zgodnie z pierwszym scenariuszem - w przypadku utrzymania się "donieckich" przy władzy, państwu zagraża pojawienie się jeszcze nacjonalistycznego terroryzmu. Wyciągając wnioski z polityki rządu wobec przeciwników, w Partii Regionów subtelne rozstrzygnięcia nie są brane pod uwagę. I, oczywiście, oni spróbują "dokręcić śrubę" niebywale mocno. Do czego to doprowadzi, nie jest trudno zgadnąć. 
W lecie 2012 roku autorowi tego tekstu zdarzyło się napisać o tym, że z powodu linii postępowania władzy następny "majdan" będzie przepojony nienawiścią do "gliniarzy" oraz że protest nie utrzyma się w granicach legalności. Niestety, dokładnie tak się stało. W przyszłości na Ukrainie mogą pojawić się "partyzanci nadmorscy". Proszę sobie przypomnieć incydent z Witalijem Zaporożcem, który przypadkowo zabił milicjantów i stał się niemal bohaterem narodowym. A to, proszę zauważyć, zdarzyło się jeszcze przed rozpędzeniem Majdanu, przed zastrzeleniem aktywistów i obcięciem ucha Bułatowa.  
Jeśli rządowi zabraknie "rozsądku", i zniszczy również legalne parlamentarne skrzydło nacjonalizmu, to z pewnością czeka go "partyzantka". Jak uczy doświadczenie rosyjskie, nawet represje na dużą skalę dają odwrotny do oczekiwań rezultat. Na przykład, w latach 2000. zniszczenie legalnych organizacji i subkultury skinheadów doprowadziło do rozprzestrzeniania się nacjonalizmu w postaci zakonspirowanych bojówek terrorystycznych. W tamtym momencie Ukraina wybrała inną drogę, ale w ostatnich latach zaczęliśmy przesuwać się w tym samym kierunku, co Rosja. 
Drugi scenariusz może zrealizować się w przypadku zwycięstwa opozycji. Oczywiste jest, że ani "Swoboda", ani reszta opozycjonistów parlamentarnych nie zechce mieć pod bokiem ugrupowania radykałów, cieszących na dodatek pewną sympatią obywateli, zachowujących się całkowicie niezależnie i gotowych do działań siłowych. W związku z tym "Prawy Sektor" może spotkać się z kampanię dyskredytowania a następnie zostać rozgromiony przy oklaskach euro-liberalnej i pro-rosyjskiej publiczności i entuzjastycznych [internetowych] "Tweetach" europejskich biurokratów. Nic dziwnego, że Stefan Fule wezwał opozycję do "odcięcia się od radykalnych elementów". Wydaje się, że w sztabie "Swobody" ten pomysł spotka się z jeszcze większym poparciem, niż w Partii Regionów. Cóż zrobić - prawo dżungli! 
W każdym razie, po wydarzeniach na ulicy Hruszewskiego nacjonalizm otrzymał silny impuls do rozwoju, zwłaszcza - jego radykalne skrzydło. Jeśli wcześniej okrzyk "Chwała bohaterom!" był przeznaczony dla [bohaterów z] przeszłości (OUN, UPA, Dywizji [SS "Galizien"], [studentów z] Krut itp.), to teraz wśród nacjonalistów pojawili się nowi, żywi bohaterowie. O nich na pewno zostaną napisane wiersze, piosenki, książki (obrazy już są). 
Nawet jeśli większość z nich trafi do więzienia, a ich sprawa zakończy się klęską, nakręcony na ulicy Hruszewskiego medialny materiał dokumentalny przyciągnie do nacjonalizmu niejedno pokolenie nastolatków. Ale to będzie już zupełnie inny nacjonalizm, gdzie za klasycznym okrzykiem "Śmierć wrogom!" nie będzie stać "rosa na słońcu", lecz "koktajl Mołotowa". Dokładnie taką trajektorię nadała nacjonalizmowi ukraińskiemu historia ostatnich lat. 
 Źródło: ZAXID.NET 
Autor Maksym Wichrow

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz