
Stechnikowce, gmina Łozowa – wieś ze znaczną przewagą ludności ukraińskiej nad polską, licząca ponad 1200 mieszkańców. „We wsi Stechnikowce – czytamy w relacji Anny Derkacz – jeden z Ukraińców miał żonę Polkę i z nią dwie córki. Pod koniec 1943 r. otrzymał list od banderowców z UPA, w którym nakazano mu niezwłocznie zabić swoją żonę i obie córki za to, że są Polkami. Mąż i ojciec – Ukrainiec tego rozkazu nie wykonał. Otrzymał więc kolejny list z rozkazem i pogróżkami, ale również po raz drugi rozkazu nie wykonał. Jakiś czas potem otrzymał trzeci list o podobnej treści, a w nim ostrzeżenie, że jeżeli sam tego nie zrobi, wykonają to inni. Po tym trzecim liście zdawał już sobie sprawę, że zabójcy przyjdą. Naostrzył wtedy siekierę, ale nie do wykonania rozkazu, lecz do obrony. Kilka dni potem w nocy ktoś zaczął ostro dobijać się do drzwi, chwycił więc za topór i stanął w sieni za drzwiami. Kiedy drzwi wyważono, wpadł pierwszy morderca, gospodarz-obrońca z całej mocy uderzył go ostrzem siekiery. Napastnik upadł, za nim wpadł drugi. Spotkało go to samo. Więcej napastników nie było. Wtedy gospodarz zapalił lampę, żeby zobaczyć banderowców. I zobaczył ciała swego ojca i brata”. Podobny przypadek opisuje Mieczysław Bratkowski, ówczesny zarządca majątku we wsi Stechnikowce. Jesienią 1943 r. zgłosił się do niego po radę Danyło Hemij, Ukrainiec żonaty z Polką. Miał dwoje dzieci, syna i córkę. Banderowcy kazali mu zabić żonę i córkę (syn, zgodnie z tradycją, był ochrzczony w cerkwi, więc uznano go za Ukraińca). Bratkowski poradził mu, by natychmiast wywiózł żonę i córkę do rodziny w Tarnopolu. Dzięki temu obie ocalały.
Źródło: Relacje Anny Derkacz i Mieczysława Bratkowskiego, „Na rubieży” 1998, nr 29, s. 38.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz