W czasie II wojny światowej, zbuntowana została ludność narodowości ukraińskiej przeciwko Polakom przez obu okupantów, tak Związek Radziecki jak i przez Trzecią Rzeszę. Okupanci wzniecili w tym narodzie tak potworną nienawiść do Polaków, że ci zorganizowali się pod przywództwem Stiepana Bandery oraz Tarasa Bulby jako Nacjonalistyczna Armia Wyzwolenia Ukrainy, aby zlikwidować wszystko, co polskie: ludność, kościoły, cały dorobek życia Polaków. Posuwali się do haniebnych mordów i aby zaoszczędzić broń palną - w bardzo wymyślny i okrutny sposób dokonywali morderstw. Pragnę w związku z tym nawiązać do wydarzenia, które miało miejsce w nocy z 22 na 23 stycznia 1944 roku w Buszczu.
Autor tekstu: ks. Grzegorz Turczyn.
Tejże nocy bandy U.P.A. otoczyły szczelnym korowodem wieś Buszcze, podpaliły zabudowania i kościół, w którym między innymi schroniła się miejscowa ludność. W bestialski sposób zamordowali 24 osoby, w tym na oczach leżącej żony w połogu rozstrzelali miejscowego lekarza doktora Jana Załuczkowskiego. Ogień strawił wieś, kościół, archiwum kościelne z licznymi zbiorami, w tym dorobek piśmienny ks. Stanisława Brzeżańskiego. Zdołano uratować tylko fragmenty "Katechizmu", napisanego przez ks. Brzeżańskiego. Spaliły się przepiękne ołtarze w kaplicach bocznych: św. Mikołaja - obraz św. Anny w kaplicy Krzyża św. - obraz św. Brygidy.
Spalony kościół w Buszczu
Ksiądz po napadzie uciekł do miasta Brzeżany, do tamtejszych księży. Ludność, która ocalała również uciekła do miasta, ponieważ w miastach przeważnie kwaterowało wojsko niemieckie, co wydaje się paradoksem, ale i prawdziwe - było bezpieczniej. W latach wojny, a raczej mordu Polaków, powstał na tamtejszych terenach wielki głód, ponieważ niektórzy ludzie nie zdołali zabrać niczego, gdyż mord odbył się nocą z zaskoczenia, w najmniej spodziewanej chwili.
Nasuwa się tu myśl z punktu widzenia moralnego, iż w przeszłości przez wieki obydwa narody żyły ze sobą w zgodzie, zjednoczone przez wiarę w tego samego Boga, jak również przez małżeństwa mieszane i inne praktyki religijne, a także przez wspólne zwierzchnictwo papieża. Wszyscy Ukraińcy na tamtych terenach byli Unitami od czasów Unii Brzeskiej.
Ołtarz kościoła w Buszczu
Zaraz po tym wydarzeniu zorganizowano konwój złożony z sześciu żołnierzy niemieckich, w tym jednego oficera Georga Franza oraz furmanki zaprzężonej w dwa konie. Takim sposobem ks. Zająć i p. Franciszka Żołnowska udali się do Buszcza po cudowny obraz Matki Boskiej. Zabrano dwa obrazy - Matki Boskiej Buszczeckiej i przedstawiający scenę Zwiastowania NMP. W drodze powrotnej napotkali gestapo. Oczywiście była to kontrola. Pan oficer powiedział, że wiezie dla siebie "cenne działa sztuki", gdyż kościół został spalony więc nie ma potrzeby, aby one tam zostały. I tak dojechali szczęśliwie do brzeżańskiego kościoła.
Po paru dziesiątkach lat oficer, który brał udział w transporcie cudownego obrazu Matki Boskiej Buszczeckiej, dowiedziawszy się, gdzie ów obraz przebywa, przyjechał do Racławic Śląskich, by przed Matką Najświętszą złożyć hołd dziękczynienia za ocalenie życia. Był pewien, że to właśnie dzięki niej przeżył wojnę. Odnośnie dalszych losów obrazów i Polaków ze wschodnich ziem, to zostali oni ewakuowani na tzw. "ziemie odzyskane", towarowymi odkrytymi wagonami, gdyż sowieci w powrotną drogę zabierali ze Śląska węgiel i wywozili go do siebie.
Kościół w Buszczu. Stan obecny
Transporty gromadzono w miejscowości Potutor, ponieważ tor kolejowy w Brzeżanach był zniszczony. Odlegośc do Potutor od Brzeżan wynosiła około 7km. Ponieważ ks. Filip Zając nie posiadał żadnego transportu, a zapakowane obrazy trzeba było dostarczyć do Potutor, aby cały ten transport mógł wyruszyć na zachód, pan Jan Kinal uprosił gospodarza ze wsi Olchowiec o użyczenie furmanki i przewiezienie tego dość ciężkiego ładunku. Wymieniony transport, którym jechali między innymi ks. Filip Zając, niektórzy parafianie z Buszcza oraz zapakowane obrazy dojechały do Mikulczyc koło Zabrza. Tam trzeba było wysiąść, ponieważ transport dalej nie jechał i znów pojawiły się trudności, gdyż ładunek był ciężki. Dalszy kłopot był związany z pilnowaniem tegoż ładunku, ponieważ wszędzie było pełno wojska rosyjskiego. Postój w Mikulczycach trwał dwa tygodnie. W tym czasie przyjechał do Mikulczyc Jan Morozowski ze znajomymi, gdyż dowiedzieli się, że ks. Zając z obrazami jest właśnie w Mikulczycach. Prosili, aby ks. Zając oraz towarzyszący mu panowie Jan Kinal i Stanisław Kielarki jechali z nimi, ponieważ dwie wsie: Wierzch i Racławice Śląskie są wolne.
@Ks. Filip Zając. Zdjęcie wykonane już w Racławicach Śląskich
W ciągu całego czasu przewozu obrazów z byłej parafii Buszcze, opiekowano się i troszczono, aby nic złego nie przydarzyło się w czasie tej trudnej drogi. Przez prawie rok czasu, ks. Filip Zając chodził pieszo z Wierzchu do Racławic Śląskich służąc duszpastersko. Z niemieckim proboszczem współpraca nie układała się najlepiej., czemu nie można się dziwić, wszak wtedy ludzie byli nieufni wobec siebie. Miejscowy ksiądz proboszcz w Racławicach Śląskich miał gospodynię, która dobrze znała język polski w związku z czym łagodziła różne spory. Gospodarz nie życzył sobie, aby ks. Zając korzystał z szat liturgicznych.
Latem 1945 roku przyjechał transport Polaków z Baranówki woj. Tarnopol. Wśród tych ludzi przybył także pan Marcin Klecor, dziadek ks. Eugeniusza Dębickiego ze strony matki, który przywiózł ze sobą z kościoła z Baranówki różne szaty i naczynia liturgiczne. Było więc nieco lżej księdzu Zającowi, gdyż pan Klecor oddał te rzeczy do kościoła w Racławicach Śląskich.
Obraz Matki Boskiej Buszczeckiej wraz z sukienką w racławickim kościele
Niektórzy Polacy zostali poszkodowani, nie mogli nawet po upływie roku znaleźć nic konkretnego do zamieszkania. Rozjeżdżali się więc po całym kraju, szukając dla siebie wolnego miejsca. Z czasem ludność miejscowa i napływowa zaczęła się do siebie przyzwyczajać i wtedy także życie parafialne zaczęło się rozwijać.
Ks. Zając rzyjeździe do Racławic zajął się organizowaniem służby liturgicznej. Na ile mógł pomagał ks. Zającowi kleryk - Józef Moskal. Pomagał też Stanisław Łabiński, który także wstąpił do Seminarium Duchownego.
W tym czasie ksiądz nie mógł pogodzić się z niesprawiedliwością ówczesnej władzy, dlatego też stawał się celem licznych prześladowań. Niech świadczy o tym między innymi następujący fakt: na przełomie czerwca i lipca 1948 roku przyszła para młodych ludzi na plebanię prosząc księdza, by pobłogosławił potajemnie związek małżeński. Kiedy znaleźli się na terenie przykościelnym ksiądz został dotkliwie przez nich pobity - oczywiście byli to ludzie z UB. Po wielu podobnych napadach ksiądz Filip Zając nie mógł już całkowicie wyleczyć się z odniesionych ran. Zmarł w nocy z 17 na 18 sierpnia 1951 roku. Pamięć o tym kapłanie jest w parafii Racławice Śląskie wciąż żywa. Świadczy o tym między innymi pamiątkowa tablica znajdująca się w kościele parafialnym. Ks. Zając został pochowany przy kościele pw. WNMP w Racławicach Śląskich. Na jego mogile zawsze są świeże kwiaty, palą się znicze. Dawni buszczanie szczególnie pamiętają o swoim proboszczu. Grobem ks. Zająca opiekuje się jego dalsza krewna p. Anna Skałuba, mieszkająca obecnie w Głubczycach. W kościele parafialnym w Racławicach Śląskich, a konkretnie przed łaskami słynącym obrazem Matki Boskiej Buszczeckiej doznała wiele łask, a nawet jak twierdzi uzdrowienia.
Na podstawie zeznań świadków:
- Czerniecki Paweł
- Bojko Teresa
- Jarek Bronisława
- Krawczyński Marian
- Skałuba Anna
- Szewczyk Izabela
- Żołnowska Józefa
Autor tekstu: ks. Grzegorz Turczyn.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz