wtorek, 16 lipca 2013

Janusz Sanocki: Powstańcie z pogardy, kłamstwa, hańby…

Janusz Sanocki


Rocznica upowskich zbrodni dokonanych na Polakach na Wołyniu i w Galicji Wschodniej po raz pierwszy komentowana była tak szeroko w polskich mediach. Przy czym – jak to często bywa – przekaz medialny zdominowany był przez sztuczne problemy.
To czy w sejmowej uchwale padnie słowo: „ludobójstwo” czy też bardziej eufemistyczne określenie, nie ma – moim zdaniem – istotnego znaczenia. Bez wątpienia bowiem nacjonaliści z OUN i UPA dopuścili się ludobójstwa, a ofiarami mordowanymi często w okrutny sposób – stało się ponad 100 tys. Polaków. Łagodzenie tonu w przekazie tej prawdy wynika z potrzeb politycznych i to jest także oczywiste. Śp. Lech Kaczyński robił to samo. Ta polska „delikatność” nie zmienia wszakże istoty zagadnienia.
Ukraina jest bardzo podzielona, jej zachodnia, prounijna część to właśnie regiony gdzie spadkobiercy nacjonalistów dominują. We Lwowie, Łucku, Tarnopolu stawia się pomniki Banderze – twórcy UPA, nacjonalistyczne partie zdobywają władzę w samorządach i to właśnie stąd pochodzą deputowani odwołujący się do tradycji UPA-OUN.
Jak w tej sytuacji ma się zachować polska dyplomacja? Z jednej strony zależy nam na tym, żeby Ukraina cywilizowała się, a z drugiej nie możemy zaakceptować gloryfikacji zbrodniczych organizacji OUN-UPA. Wiemy oczywiście, że UPA walczyła z sowieckim okupantem, ale Waffen SS też walczyła z Armią Sowiecką, a nikt nie myśli stawiać jej pomników.
Odwołanie się przez część ukraińskich patriotów do tradycji UPA musi stanowić przeszkodę do dobrych stosunków nie tylko z Polską, ale z całym cywilizowanym światem.
Czy jednak Ukraińcy są w stanie zerwać z haniebną tradycją nacjonalistów?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz