środa, 21 sierpnia 2013

ROMUALD NIEDZIELKO, IPN SPRAWIEDLIWI UKRAIŃCY NA RATUNEK POLSKIM SĄSIADOM SKAZANYM NA ZAGŁADĘ PRZEZ OUN-UPA


Nie znamy zadowalającej odpowiedzi na pytanie, jak możliwe było
tak masowe i z nieopisanym okrucieństwem dokonane ludobójstwo,
jakiego na Kresach Wschodnich dopuścili się ukraińscy obywatele
II Rzeczypospolitej na stu kilkudziesięciu tysiącach swoich polskich
sąsiadów. Podobnie pozostaje zagadką, dlaczego mimo nacjonalistycznej indoktrynacji i terroru stosowanego przez OUN-UPA, także wobec swoich, niemała grupa Ukraińców nie zawahała się poświęcić własnego życia, by ratować skazanych Polaków. Zamiast dążenia do niepodległości po trupach wybrali nakaz miłości bliźniego.


W latach 1941–1942 Niemcy, posługując się policją ukraińską, dokonali totalnej zagłady
ludności żydowskiej. Szacuje się, że w okresie okupacji na Wołyniu i w Małopolsce zginęło
700–800 tys. Żydów. Nie wszyscy Ukraińcy akceptowali „ostateczne rozwiązanie”. Greckokatolicki
metropolita Andrej Szeptycki publikował listy pasterskie, nawołując do zaprzestania
zbrodni, polecił klasztorom, by udzielały Żydom pomocy i kryjówki, sam w czasie
pogromów przyjął pod swój dach kilku Żydów1. Wtedy też Ukraińscy radykałowie uznali,
że wreszcie nadarza się okazja, by rozprawić się również z Polakami, odwiecznymi „okupantami”
tych ziem, którzy stanowiąc na Kresach mniejszość, byli teraz przeciwnikiem nieporównanie
słabszym niż dwaj pozostali okupanci, Sowieci i Niemcy.
Przejawy narastania napięć dostrzegano już wcześniej, jednak dominowało poczucie,
że współżycie Polaków i Ukraińców układa się poprawnie: „Rzeczywiście z Rusinami, bo
tak ich nazywaliśmy – zaświadcza pochodzący spod Zbaraża w woj. tarnopolskim zmarły
niedawno o. prof. Mieczysław Albert Krąpiec – mieszkaliśmy jak w rodzinie. Uznawaliśmy
ich święta i odwiedzaliśmy ich w domach, podobnie jak oni nas. Do dziś znam ruskie
kolędy, dumki, oni też śpiewali nasze. Nikt się nie dziwił, gdy czasami oni przychodzili na
Mszę świętą do naszego rzymskokatolickiego kościoła, a my do ich cerkwi. Należało też do
wymogów miejscowej kultury, że do Rusina, czyli Ukraińca, nie odzywało się po polsku,
tylko po rusku, a więc w języku ukraińskim. Zażyłość była tak duża, że gdy już zaczęły się
rzezie, w niektórych polskich wsiach ludzie, wbrew faktom, do końca nie wierzyli, że może
im grozić coś złego ze strony sąsiadów”2.
W roku 1943 tzw. akcja antypolska OUN i UPA przybrała charakter ludobójstwa, tj.
zorganizowanej, masowej eksterminacji wszystkich osób narodowości polskiej, w przytłaczającej
większości – ludności cywilnej. Polskie podziemie, z Armią Krajową na czele, podjęło
walkę przeciw UPA dopiero po największej fali mordów, do jakich doszło w lipcu 1943
r. w stu kilkudziesięciu miejscowościach Wołynia. Zbrodnie na Polakach, starcia zbrojne,
1 O mniej jednoznacznej postawie metropolity wobec ukraińskich zbrodni na Polakach piszą m.in.
ks. prof. Józef Wołczański i ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski.
2 M.A. Krąpiec, Cień nieosądzonych zbrodni, [w:] J. Kanas, Podolskie korzenie, Lublin 2002, s. 8.
78 KOMENTARZE HISTORYCZNE
akcje odwetowe i prewencyjne rozgorzały w roku 1944 na terenie województw tarnopolskiego,
lwowskiego, stanisławowskiego i lubelskiego. Po zakończeniu wojny zwalczanie
partyzantki banderowskiej w Rzeszowskiem i Lubelskiem kontynuowały jednostki Wojska
Polskiego i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Ostatni etap konfl iktu zakończyło
w 1947 r. przesiedlenie z powiatów południowo-wschodnich na Ziemie Zachodnie ok. 150
tys. Ukraińców w ramach akcji „Wisła”3.
Całkowity bilans ofi ar śmiertelnych w tym najtragiczniejszym okresie wzajemnych
stosunków nie został jeszcze dokonany (a dochodzi tu również kwestia wypędzenia bądź
przymusowego wysiedlenia setek tysięcy osób, z których wiele utraciło bliskich, odniosło
rany, straciło zdrowie, a niejednokrotnie także dorobek całego życia). Według dotychczasowej
dokumentacji, opartej głównie na relacjach świadków4, nacjonaliści ukraińscy popełnili
zbrodnie na stu kilkudziesięciu tysiącach Polaków w ponad 4 tys. miejscowości.
Po stronie ukraińskiej łączne straty z rąk polskich (głównie na obszarach Polski w granicach
powojennych) mogą sięgnąć kilkunastu tysięcy5.
Świadkowie
Postulat, by upamiętnić, często anonimowych, „sprawiedliwych” Ukraińców i chociaż
w ten sposób wyrazić im wdzięczność za ocalenie, od dawna zgłaszali sami uratowani,
a także inni uczestnicy wydarzeń, którzy przeżyli. Dla uratowanych było jasne, że obok
utrwalenia pamięci o pomordowanych, odtworzenia okoliczności ich śmierci i ewentualnego
wskazania sprawców, należy uwiecznić heroiczny gest ratujących. Jeden z ocalonych,
Wacław Chmielewski, pochodzący z Kowalówki (pow. kowelski, woj. wołyńskie) w 1997 r.
w liście do ambasadora Ukrainy w Polsce pisał na temat Ukraińca Omelana Bojczuna, który
za uprzedzenie mieszkańców Kowalówki o napadzie został przez upowców zgładzony: „Ta
haniebna śmierć ciąży na moim sumieniu. Jestem ostatnim z Polaków, który może zwrócić
się do Pana o spłacenie długu wdzięczności. [...] Zwracam się do Pana Ambasadora o pomoc
3 Wśród opracowań omawiających przebieg konfl iktu jedne oddają sprawiedliwość ofi arom,
inne próbują szukać różnorakich usprawiedliwień dla sprawców. Do pierwszej grupy należą m.in.:
W. Poliszczuk, Gorzka prawda. Cień Bandery nad zbrodnią ludobójstwa, Warszawa 2006; artykuły
L. Kulińskiej i C. Partacza w pracy zbiorowej Stosunki polsko-ukraińskie w latach 1939–2004, red.
B. Grott, Warszawa 2004. Tezę o ukraińskim ludobójstwie na Polakach (trzecim obok niemieckiego
i sowieckiego, i najokrutniejszym) przekonująco uzasadnia R. Szawłowski we wstępie do pracy:
W. Siemaszko, E. Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności
polskiej Wołynia 1939–1945, t. 1–2, Warszawa 2000 (zob. też jego hasła dotyczące ludobójstwa w Encyklopedii
„białych plam”, t. XI, Radom 2003 i Encyklopedii katolickiej, t. XI, Lublin 2006 oraz
dwa artykuły w tomie Zbrodnie przeszłości, t. 2: Ludobójstwo, Warszawa 2008). Z drugiej grupy
warto wymienić: G. Motyka, Ukraińska partyzantka 1942–1960. Działalność Organizacji Ukraińskich
Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii, Warszawa 2006; G. Hryciuk, Przemiany narodowościowe
i ludnościowe w Galicji Wschodniej i na Wołyniu w latach 1931–1948, Toruń 2005.
4 W. Siemaszko, E. Siemaszko, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich...; H. Komański,
S. Siekierka, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie
tarnopolskim 1939–1946, Wrocław 2004; S. Siekierka, H. Komański, K. Bulzacki, Ludobójstwo
dokonane przez nacjonalistów ukraińskich w województwie lwowskim 1939–1947, Wrocław
2006; H. Komański, E. Różański, Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich w województwie
stanisławowskim 1939–1946, Wrocław 2008; Z. Konieczny, Stosunki polsko-ukraińskie na
ziemiach obecnej Polski w latach 1918–1946, Wrocław 2006.
5 Trzeba też wspomnieć o czekającej na zbadanie kwestii ukraińskich ofi ar OUN-UPA, które Wiktor
Poliszczuk szacuje na kilkadziesiąt tysięcy.
79
KOMENTARZE HI STO RYCZ NE
w przywróceniu Omelanowi Bojczunowi jego człowieczeństwa, godności i honoru, zwrócenie
Jego dobrego imienia rodzinie i społeczeństwu. Omelan kochał życie i ludzi, za nich oddał
swoje młode życie. Zginął jako zdrajca Ukrainy i wróg narodu ukraińskiego. Faktycznie był
bohaterem, przeciwstawił się tysiącom żądnych krwi nacjonalistów. On nie chciał mordować
niewinnych ludzi i bezbronnych sąsiadów”.
W 1999 r., z inicjatywy Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofi ar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów
we Wrocławiu, odsłonięto pomnik-mauzoleum polskich ofi ar ukraińskiego ludobójstwa
na Kresach, w którego krypcie znalazła się urna z ziemią z grobu Ukraińców
pomordowanych przez OUN i UPA. W 2002 r. na pomniku umieszczono tablicę upamiętniającą
Ukraińców, którzy ponieśli śmierć, ratując Polaków.
Badania nad gehenną ludności kresowej prowadzono przez długie lata wyłącznie siłami
społecznymi, wbrew urzędowemu tabu, narzuconemu przez instytucje państwowe, które
unikały podejmowania tak drażliwej problematyki. W 1985 r. środowisko żołnierzy 27. Wołyńskiej
Dywizji Piechoty Armii Krajowej zwróciło się do kombatantów i ich rodzin z apelem
o nadsyłanie wspomnień dotyczących tamtego okresu. W rozesłanej ankiecie fi gurował
punkt dotyczący pomocy ze strony Ukraińców. Wśród zgromadzonych wówczas blisko czterystu
relacji odnotowano kilkadziesiąt takich przypadków.
Sukcesywnie rozszerzano kolekcję świadectw (liczącą dziś wiele tysięcy pozycji), gromadzoną
przez niektóre archiwa (m.in. Archiwum Wschodnie w Warszawie), a zwłaszcza
przez powstałe na początku lat dziewięćdziesiątych organizacje społeczne: wrocławskie
Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofi ar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów i zamojskie Stowarzyszenie
Upamiętnienia Polaków Pomordowanych na Wołyniu. Dzięki temu po latach
mogły ukazać się fundamentalne opracowania autorstwa Władysława i Ewy Siemaszków
i innych autorów. W wielu z nich zamieszczono też wybór tekstów źródłowych.
Relacje dotyczące Wołynia wydano w kilku osobnych zbiorach6. Ponadto ukazały się
książki specjalnie poświęcone Ukraińcom wspierającym Polaków7. Szczególnie należy podkreślić
zasługi badawcze i edytorskie Leona Popka, historyka z IPN, oraz Leona Karłowicza,
byłego żołnierza 27. WDPAK, który uczestniczył w akcjach odwetowych przeciwko
UPA jako „jastrzębiak” (członek oddziału partyzanckiego AK, dowodzonego przez por.
Władysława Czermińskiego „Jastrzębia”).
Wartość poznawcza kresowych świadectw osobistych i ich przydatność dla badaczy
bywa czasem kwestionowana. W odniesieniu do większości zdarzeń na Kresach są one jednak
niezastąpionym, praktycznie jedynym, źródłem informacji, należałoby więc – zachowując
konieczny krytycyzm przy ich wykorzystywaniu – w dalszym ciągu gromadzić relacje
(pisane i ustne) na jeszcze większą niż dotąd skalę.
Wśród źródeł określanych skrótowo mianem relacji, obok opowieści zagmatwanych, pełnych
sprzeczności i nieporadnych językowo bądź też wyraźnie tendencyjnych (odtwarzających
6 Świadkowie mówią, oprac. S. Biskupski, Warszawa 1996; Wołyński testament, oprac. L. Popek,
T. Trusiuk, P. Wira, Z. Wira, Lublin 1997; Okrutna przestroga, oprac. J. Dębski i L. Popek, Lublin
1997; Śladami ludobójstwa na Wołyniu. Okrutna przestroga, cz. 2, oprac. L. Karłowicz i L. Popek,
Lublin 1998; Świadkowie oskarżają, oprac. L. Popek (w przygotowaniu).
7 L. Karłowicz, Ludobójcy i ludzie, Lublin 2000; Z. Ziembolewski, W morzu nienawiści. O takich,
którzy nie przestali być ludźmi, Krosno 2001; Bracia zza Buga. Wspomnienia z czasu wojny, zebrał
J. Turnau, Lublin 1999; E. Różański, Na wołyńskich kresach. Najeźdźcy i sąsiedzi, Wrocław 2004;
Kresowa księga sprawiedliwych 1939–1945. O Ukraińcach ratujących Polaków poddanych eksterminacji
przez OUN i UPA, oprac. R. Niedzielko, Warszawa 2007.
80 KOMENTARZE HISTORYCZNE
wydarzenia mniej lub bardziej świadomie przez pryzmat późniejszych lektur), spotykamy
ujęcia odznaczające się niecodzienną przenikliwością, sugestywne, a zarazem wiarygodne.
Są wśród nich kompleksowe opracowania, które opisują zdarzenia w sposób wyczerpujący
i uporządkowany, z odnotowaniem istotnych okoliczności, tworzone przez ludzi nawykłych
do analitycznego i metodycznego ujmowania rzeczywistości: działaczy podziemia wojskowego
i politycznego, przedwojennych inteligentów, nauczycieli, księży, urzędników. Ich teksty
mają walor jednocześnie jednostkowego świadectwa i zobiektywizowanego raportu8.
Szczególną wagę mają relacje zbiorowe, weryfi kowane przez dziesiątki świadków
w toku licznych konsultacji, czasem prowadzonych przez lata. Efektem wspólnego wysiłku
mieszkańców danej miejscowości bywa drobiazgowa rekonstrukcja zdarzenia, odtworzenie
pełnej imiennej listy mieszkańców i wykazu ofi ar, zidentyfi kowanie przynajmniej niektórych
sprawców, sporządzenie planów miejscowości z naniesionymi budynkami, mapy wsi
i okolic z zaznaczeniem kierunku ataków, miejsc zbiorowych egzekucji, rzeczywistej bądź
hipotetycznej lokalizacji miejsc pochówku9.
Sprawiedliwi
O osobach niosących pomoc wiemy znacznie mniej niż o ofi arach, świadkach czy nawet
o sprawcach zbrodni; często właściwi bohaterowie pozostają bezimienni. Są to w głównej
mierze „cywilni” Ukraińcy – pomoc z ich strony w stosunku do ludności polskiej odnotowałem
w ponad pięciuset miejscowościach (spośród kilku tysięcy, w których ginęli Polacy).
Wyjaśnienia wymaga użyte w tytule określenie „sprawiedliwy”. W swoim specyfi cznym
znaczeniu słowo to funkcjonuje w świadomości społecznej od połowy XX w., kiedy jerozolimski
Instytut Yad Vashem zaczął przyznawać medal i honorowy tytuł Sprawiedliwego
Wśród Narodów Świata. Otrzymują je nie-Żydzi, którzy w czasach II wojny światowej z narażeniem
życia swojego i swoich rodzin ratowali Żydów od zagłady (wśród ponad 21 tys.
„sprawiedliwych” znalazło się jak dotąd blisko 6 tys. Polaków i 2 tys. Ukraińców). „Sprawiedliwi”
Ukraińcy to osoby ratujące „obcych”, których „swoi” uznali za wrogów, skazali
na śmierć bądź poddali prześladowaniu.
Wśród zachowanych w pamięci świadków i utrwalonych w relacjach przykładów rozmaitej
pomocy – poczynając od przejawów zwykłej ludzkiej życzliwości wobec pokrzywdzonych,
a na aktach najwyższego heroizmu kończąc – można wyróżnić następujące formy:
1) ostrzeżenie przed napadem, zaplanowanym na konkretny moment lub nieokreślonym
w czasie;
2) wskazanie drogi ucieczki w trakcie napadu;
3) ukrycie zagrożonych przed spodziewanym atakiem, udzielenie im schronienia w trakcie
napadu lub po nim;
8 Por. np. wspomnienia Jana Ciska z pow. brzeżańskiego (Archiwum Wschodnie, II/536), ks. Józefa
Kuczyńskiego (Między parafi ą a łagrem, Paryż 1985), Jana Niewińskiego z pow. krzemienieckiego
(Śladami ludobójstwa...), Jerzego Dytkowskiego z pow. sarneńskiego (AW, II/1863), Jana Cichockiego
z pow. włodzimierskiego (W. i E. Siemaszko, Ludobójstwo..., t. 2), Jana Wojdyły z pow. lwowskiego
(AW, II/1686/1k), ks. Franciszka Malaka z pow. jaworowskiego (AW, II/2472), Edwarda Polaka (Baza
„Topór” i sowieckie łagry, Świdnica 1991) i Stanisława Jastrzębskiego z pow. rohatyńskiego (Oko
w oko z banderowcami, Warszawa 1996), notatki Józefa Opackiego dotyczące wydarzeń w woj. tarnopolskim
(Biblioteka Ossolineum, 16630/I).
9 Zob. np. materiały zebrane przez byłych mieszkańców Ostrówek i Woli Ostrowieckiej na Wołyniu
(Wołyński testament...), Rumna w woj. lwowskim (T. Pater, Oczyma i sercem. Wieś Rumno w latach
1939–1945, t. 1–2, Przemyśl 2000).
81
KOMENTARZE HI STO RYCZ NE
4) wprowadzenie napastników w błąd, np. przez zapewnienie, że poszukiwany jest
Ukraińcem – członkiem rodziny lub znajomym, a nie Polakiem; zatajenie miejsca ukrycia
poszukiwanych; zajęcie napastników (wszczęcie rozmowy, ugoszczenie), by ścigani zdążyli
się ukryć lub uciec; skierowanie pościgu w inną stronę;
5) przewiezienie z kryjówki w bezpieczniejsze miejsce (np. do miasta) bądź użyczenie
konia czy furmanki;
6) pierwsza pomoc rannym, przetransportowanie ich do lekarza lub szpitala;
7) zaopatrywanie ocalałych w żywność, a dla ułatwienia ucieczki – w ukraińskie ubranie;
8) informowanie bliskich o okolicznościach śmierci członków ich rodzin (zwłaszcza
przez jedynych świadków zbrodni), wskazanie, gdzie znajdują się zwłoki;
9) pośredniczenie w kontaktach między ukrywającymi się a poszukującymi ich członkami
rodzin;
10) objęcie opieką sierot lub dzieci zagubionych po napadzie;
11) pomoc w pochówku zamordowanych, zwłaszcza gdy udział w pogrzebie groził zastrzeleniem;
opieka nad grobami, stawianie krzyży itp.;
12) niewykonanie rozkazu zabicia członka własnej rodziny (żony/męża/rodziców/dzieci);
odmowa wykonania, wspólna ucieczka, ukrycie osoby skazanej na śmierć;
13) odmowa udziału w napadzie, pacyfi kacji lub innej akcji represyjnej;
14) publiczny protest (na wiejskich zebraniach, z kościelnej ambony) przeciw zbrodni
i stosowaniu przymusu;
15) darowanie życia ofi arom napadu, skazanym na śmierć lub wytropionym wskutek
pościgu (np. przez upozorowanie egzekucji, umyślne „przeoczenie” osoby bądź kryjówki);
16) uwalnianie aresztowanych.
Przy ustalaniu okoliczności zdarzeń natrafi amy nierzadko na sytuacje niejasne, czasem
niezmiernie zagmatwane. Dotyczy to w szczególności motywów udzielania pomocy i kontekstu
podejmowanych działań. Należy odróżniać przypadki, gdy o zaistniałym niebezpieczeństwie
osoby zagrożone uprzedzane były w dobrej wierze, od przypadków świadomego
wprowadzania w błąd, np. zachęcania Polaków do wyjazdu, by pozbyć się ich ze wsi10. Dość
często Polacy ginęli, ponieważ zignorowali ostrzeżenia.
Zdarzały się przypadki stosowania wyrafi nowanego podstępu, np. gwarantowania bezpieczeństwa
w celu uśpienia czujności potencjalnych ofi ar i ułatwienia zadania napastnikom.
Dla ilustracji przytoczę jeden ze spektakularnych przykładów pozorowanego porozumienia.
Wiosną 1943 r. polska wieś Majdańska Huta w pow. zdołbunowskim uzyskała od banderowców
gwarancje bezpieczeństwa, pod warunkiem że mieszkańcy wsi nie wyjadą do miasta
i będą wspomagać UPA (zawarto nawet umowę na piśmie). Przez kilka miesięcy upowcy
otrzymywali żywność, korzystali z koni, furmanek, desek na budowę schronów, a także
siły roboczej, kilkakrotnie potwierdzając, że układ będzie przestrzegany. Ataku dokonali
niespodziewanie 12 lipca 1943 r. – wymordowali 184 mieszkańców wsi, większość z nich
paląc w stodole11.
10 Por. przykład tego rodzaju wyraźny i jednoznaczny: W lipcu 1943 r. jeden z upowców uprzedził
mieszkańców kolonii Szeroka (pow. horochowski, woj. wołyńskie) o mającej rzekomo nastąpić
niemieckiej pacyfi kacji. Radził, by nie uciekali pojedynczo, lecz w grupie, i kierowali się w stronę
polany pod lasem, gdzie on się nimi zaopiekuje. Po przybyciu na miejsce Polacy zostali otoczeni przez
upowców i rozstrzelani (W. i E. Siemaszko, Ludobójstwo..., t. 1, s. 134).
11 AW, II/36, relacja Stanisława Błażejewskiego, s. 20.
82 KOMENTARZE HISTORYCZNE
Pokonanie strachu
Udzielanie pomocy nie było zjawiskiem oczywistym i masowym. W licznych polskich
świadectwach podkreśla się zupełny brak jakiegokolwiek wsparcia ze strony ukraińskich sąsiadów.
Zdobywali się na nią nieliczni, większość zachowywała się biernie. Także Ukraińcy
próbujący zachować neutralność poddani byli silnej presji – w mordach przecież nierzadko
uczestniczyli ich znajomi z sąsiednich miejscowości, a nawet najbliżsi sąsiedzi czy krewni,
a nie tylko formacje zbrojne nacjonalistów oraz wyposażona w broń chłopska samoobrona.
Skoro strach wśród Polaków poddanych eksterminacji bywał tak wielki, że nakazywał
instynktownie rozpaczliwą ucieczkę, nieraz nawet bez oglądania się na najbliższych, mordowanych
w pobliżu, to i dla Ukraińców obserwujących gehennę z bliska musiał być paraliżujący,
tym bardziej, że za próbę niesienia pomocy samemu można było stracić życie.
Kim byli ludzie, którzy mimo to umieli zdobyć się na gest ludzkiej solidarności, a nierzadko
także na wręcz heroiczne czyny? Wydaje się, że motywacja ideowa, np. odmienne
od nacjonalistycznych poglądy polityczne (demokratyczne czy komunistyczne), odgrywało
rolę drugorzędną. Wśród ratujących przeważały osoby najbliższe ratowanym, najsilniej
związane z nimi emocjonalnie, a więc członkowie rodzin mieszanych i krewni. W dalszej
kolejności zaprzyjaźnieni sąsiedzi, raczej Ukraińcy starszego pokolenia, często ci, którzy
ratowali swoich bliźnich z pobudek religijnych, przedkładając zasady wiary nad solidarność
narodową czy grupową. Zastanawia fakt, że bardziej „widoczni” są tu nie przedstawiciele
najliczniejszych, dominujących wyznań (prawosławni na Wołyniu i grekokatolicy
w Małopolsce), lecz nieliczni na tych terenach baptyści, świadkowie Jehowy czy sztundyści
– członkowie sekty protestanckiej, która głosiła zasady pacyfi zmu, wspólnoty majątkowej
i duchowej niezależności od władzy.
Skala pomocy udzielanej Polakom jest trudna do oszacowania. W uwzględnionych przeze
mnie pięciuset miejscowościach z całego obszaru Kresów, z rąk OUN-UPA zginęło blisko
20 tys. Polaków. Dzięki aktom solidarności i miłosierdzia ocalały zarówno pojedyncze
osoby, jak i całe wsie (łącznie ponad 2,5 tys. osób). W różnym zakresie pomocy Polakom
udzieliło ponad 1,3 tys. Ukraińców.
Kilkuset z nich wykonawcy „akcji antypolskiej” ukarali śmiercią, ponieważ niemal
wszystkie przejawy życzliwej postawy, na jaką zdobywali się Ukraińcy w stosunku do Polaków,
stanowiły z punktu widzenia polityki OUN-UPA akty kolaboracji z wrogiem i zdradę
ideałów narodowych, co pociągało za sobą bezlitosną zemstę.
Tak było
Oto kilka przykładów niesienia pomocy Polakom przez Ukraińców. Oddajmy głos
świadkom:
W polsko-ukraińskiej wsi Liniów (pow. horochowski na Wołyniu) 11 lipca 1943 r. z rąk
banderowców zginęło około siedemdziesięciu Polaków. Genowefa Modrzejewska z domu
Sobczyńska, wówczas pięcioletnia, wspomina, jak matka, idąc na śmierć, kazała jej się
schronić wraz z siostrą w psiej budzie. „W budzie Kruczka było ciasno i ciemno, strasznie.
Nie pamiętam, jak długo byłyśmy w budzie. Pewnie ze strachu zasnęłam. Emilka też. Te
chowania nauczyły nas być cicho, bo to nakazywała chwila. [...] Z budy zabrały nas Ukrainki.
Za przechowanie polskich dzieci w tamtym czasie groziła śmierć. Ale one się nie bały
wcale. Przekazały nas do innego domu. Do babci Julii i dziadka Pawła Sobczyńskich we wsi
Kołbań”. (Źródło: W. Siemaszko, E. Siemaszko, Ludobójstwo..., t. 1, s. 190–191; Archiwum
Wschodnie, II/2232/p, Genowefa Modrzejewska, Niczyja, k. 4–5).
83
KOMENTARZE HI STO RYCZ NE
Mieszkańców Stasina (pow. włodzimierski, woj. wołyńskie) upowcy 11 lipca 1943 r.
spędzili do dwu stodół, rozstrzelali 105 osób. Wśród dziesięciu osób, które ocalały, był roczny
syn Drożdżowskich, Marian. Znalazł go – żywego pośród zwału trupów – podczas grzebania
pomordowanych Ukrainiec o imieniu Płaton i zabrał do domu. Przez trzy tygodnie
opiekowała się nim jego córka Sonia, lecz wskutek gróźb upowców rodzina oddała dziecko
do szpitala we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie znajdował się jego ranny ojciec. (Źródło:
Archiwum IPN, 27. WDAK, IV/11, Relacja Adolfa Kosnowicza, k. 44–44v; W. Siemaszko,
E. Siemaszko, Ludobójstwo..., t. 1, s. 834–836).
Podczas zmasowanej akcji upowców na Hutę Stepańską (pow. kostopolski, woj. wołyńskie)
16 i 17 lipca 1943 r. zamordowano około sześciuset Polaków, została też spalona
pobliska kolonia Borek. Mieczysław Słojewski z siedmioletnim synem Edwardem ukrywał
się w lesie, żywiąc się jagodami i ziemniakami podbieranymi z pól. Był skrajnie wyczerpany
psychicznie i fi zycznie. „Dwukrotnie zamierzałem popełnić samobójstwo ze strachu przed
schwytaniem i męczarniami, jakich spodziewałem się od ukraińskich bandytów. Brałem
mego synka Edzia i szliśmy nad rzeczkę [...]. Zamierzałem razem z synkiem się utopić, aby
skrócić czas poniewierki i straszliwego lęku. I kiedy brałem syna za rączkę, ten wtedy mówił
z płaczem do mnie: »Tatusiu! wracamy do naszej kryjówki«. Nie miałem odwagi skoczyć do
wody”. Z pomocą przyszedł im znajomy Ukrainiec Petro Bazyluk. W zamaskowanej kryjówce
w jego stodole przetrwali obaj aż do wkroczenia Armii Czerwonej w styczniu 1944 r.
(Źródło: A. Kalus, Borek, „Na rubieży” 1994, nr 10, s. 16; AW II/1350/2k, W. Kurkowski,
Samoobrona Huty Stepańskiej na Wołyniu, k. 55–57).
W Kamionce (również w pow. kostopolskim) w lipcu i sierpniu 1943 r. upowcy zamordowali
około dwudziestu Polaków. Miejscowi Ukraińcy – bracia Aleksander, Makary i Prokop
Majstrukowie – przyczynili się do uratowania wielu polskich mieszkańców kolonii, ostrzegając
ich o niebezpieczeństwie i udzielając pomocy. Do Prokopa Majstruka 23 lipca 1943 r.
przyszło dziesięciu upowców z rozkazem zabicia wszystkich miejscowych Polaków. Grając na
zwłokę, ugościł ich, a w tym czasie jego żona ostrzegła niedoszłe ofi ary, dzięki czemu Polacy
mieszkający jeszcze w Kamionce, m.in. rodzina Bagińskich, zdążyli uciec do lasu i w pola,
po czym wyjechali do Kostopola i Bereznego. Ukraińcy z Pogorełówki – Szramko i Hryćko
Panasowie – odwozili furmanką uciekających Polaków, za co zostali powieszeni przez upowców
w stodole. Podobny los spotkał Ukraińca Nieczypora z Kamionki, który ostrzegł polskie
rodziny Fajferów, Millerów i Sozańskich oraz odwiózł furmanką do Kostopola rodzinę
Gdowskich – został zamordowany wraz z pięcioosobową rodziną. (Źródło: J. Bagiński, Byłem
świadkiem, „Na rubieży” 1995, nr 11, s. 7; W. Siemaszko, E. Siemaszko, Ludobójstwo..., t. 1, s.
264–265; E. Gross, Zbrodnie Ukraińskiej Powstańczej Armii, Głogów 1999, s. 80).
W Woronczynie (pow. horochowski, woj. wołyńskie) i przyległych miejscowościach
15 lipca z rąk banderowców zginęło ponad sześćdziesięciu Polaków. Stanisława Zdzymira,
która ukrywała się w zbożu ze swoim dziadkiem, a później przez dwa tygodnie także z matką
i młodszym rodzeństwem, wspomina o pomocy, jakiej udzielił im sąsiad, Ukrainiec Szopiak:
„Kiedy mnie zobaczył, to się przeżegnał i powiedział: »To ty żyjesz! Nie zabili cię?!«.
Kazał mi chwilę poczekać. Sam poszedł do domu i wrócił z kawałkiem chleba i łopatą.
[...] pokazał mi, gdzie Tatę zakopał. [...] Poradził nam, żebyśmy nadal pozostali w ukryciu.
[...] O tym małym kawałku chleba, który dał mi p. Szopiak, żyliśmy już tyle dni. Mama
84 KOMENTARZE HISTORYCZNE
każdego ranka dawała nam po okruszku. [...] ostrzegł nas, że płacz dziecka słychać we wsi.
Powiedział, że kiedy ktoś obcy będzie we wsi, wtedy on zacznie klepać kosę. Wtedy należy
stłumić płacz. Kładliśmy wtedy na buzię siostry wełnianą chustkę. Kiedy tak siedzieliśmy
w polu, mieliśmy z bratem marzenia. Brat przed śmiercią chciał się przespać w łóżku, a ja
chciałam napić się wody”. (Źródło: W. Siemaszko, E. Siemaszko, Ludobójstwo..., t. 1, s. 172;
Wspomnienia Stanisławy Jędrzejczak z domu Zdzymira, „Biuletyn Informacyjny. 27. Wołyńska
Dywizja AK” 2000, nr 1, s. 67–71).
W Augustowie (również pow. horochowski) 29 sierpnia 1943 r. upowcy zamordowali
sześć osób z rodziny Malinowskich. Władysław Malinowski z żoną i trojgiem dzieci ukrył
się w lesie. Jego kolega, Ukrainiec Józef Pawluk, przez trzy dni opiekował się nimi, przynosząc
żywność i ostrzegając, by nie wracali do domu. „Ukraińcy – cytuje jego słowa ocalony
– mordują wszystkich Polaków co do nogi w naszej okolicy, prowidnyk ich powiedział,
że taka rzeź jednocześnie jest przeprowadzana na całej Ukrainie, że jest nakaz wybicia
wszystkich »Lachiw« – żeby nikt nie pozostał – komunistów i żydów też”. Pawluk opowiedział
Malinowskiemu o wymordowaniu czterdziestu rodzin w sąsiedniej Władysławówce,
czego był świadkiem: „Powiedział, że nigdy w życiu nie widział i nie słyszał o takiej rzezi,
i nikt, kto tego nie widział, nigdy w to nie uwierzy, że jego pobratymcy tego dokonali
[...]. Mówił, że musimy uciekać, bo on nie może się narażać – Ukraińcy są czujni i za to
mogą jego i rodzinę zabić. Myśmy usłuchali jego i przez całą noc szliśmy do Włodzimierza
– przez las, bagna”. (Źródło: AIPN, 27. WDAK, IV/81, Relacja Władysława Malinowskiego,
k. 212v–213).
Według relacji księdza greckokatolickiego Pawła Olijnyka, Ukrainiec Petro Wasylczyszyn
z Augustówki (pow. brzeżański, woj. tarnopolskie), wcielony do Baudienstu (niemieckiej
przymusowej służby budowlanej), jesienią 1943 r. wstąpił do partyzantki upowskiej,
ale po trzech miesiącach odmówił dalszego udziału w akcjach antypolskich. Schronił się
u rodziców, jednak wkrótce został schwytany i rozstrzelany przez Służbę Bezpieczeństwa
OUN („partyzanckie gestapo”, jak pisze Olijnyk). Jego rodziców, głośno rozpaczających po
stracie syna, również zgładzono. (Źródło: o. P. Olijnyk, Zoszyty, Kyjiw 1995, s. 87).
Ksiądz Roman Daca przeżył napad UPA w nocy z 28 na 29 września 1943 r. na swoją
plebanię w Nowosielcach (pow. bóbrecki, woj. lwowskie). Zginęła jego matka i gospodyni.
„Inni moi domownicy – pisze we wspomnieniach – których w tym czasie było wielu, a wśród
nich Ukrainiec Fedio Kostyszyn, zostali pobici do nieprzytomności, za to jedynie, że nie
zdradzili mojej kryjówki i nie wydali mnie. Fedio Kostyszyn z swoją nieodłączną siekierą,
skoro tylko nastąpił świt 29 września 1943 r., opuchnięty i poraniony przez napastników
rozpoczął poszukiwania, aby odnaleźć »jegomości – swojego ksiendza« – w opustoszałej
plebanii, pełnej gruzów, ogromnego zniszczenia i ograbionej doszczętnie, gdzie leżały zwłoki
pomordowanych kobiet. Na ich widok wszyscy domownicy przerażeni rozpierzchli się
w różne strony. Pozostał tylko on jeden Fedio Kostyszyn, mój służący. Zaczął mnie szukać
wśród tych gruzów i rumowisk, pragnął uratować mnie nawet za cenę swego życia, bo
chociaż Ukrainiec, to gdyby banderowcy się o tym dowiedzieli, nie ominęłaby go śmierć
z ich rąk. Ten dobry i wierny, bohaterski sługa, z którym miałem również w czasie pracy
i kłopoty, tym razem po tej tragicznej nocy wczesnym rankiem […] odnalazł mnie ukrytego
w schronie pod podłogą. Przy pomocy swej siekiery podważył pokrywę i zastał mnie tam
85
KOMENTARZE HI STO RYCZ NE
na wpół żywego, niezdolnego do żadnego ruchu, skostniałego, usmarowanego oślizłą mazią
pleśni i cuchnącego błota”.
Ksiądz Daca przywołuje też wcześniejsze momenty ze swego życia, kiedy zaznał życzliwości
ze strony Ukraińców:
„W pierwszych dniach wojny po 17 września 1939 r., kiedy groziło mi niebezpieczeństwo
z rąk ukraińskich nacjonalistów, bardzo mi pomógł, a wręcz ocalił życie dr Stefan Seniginowski
– Ukrainiec z Chodorowa – narażając przy tym własne życie. W 1940 r. tenże lekarz
Ukrainiec, w niezwykle trudnych i prymitywnych warunkach operacyjnych, uratował życie
mej matki, przeprowadzając transfuzję krwi, której byłem dawcą. [...]
Bóg w swej niepojętej wszechmocy i miłosierdziu [...] ocalił mi kolejno życie także rękami
i czynem szlachetnego człowieka, jakim był Berezowski, ruski cerkiewny, diak obrządku
greckokatolickiego w Nowosielcach, Ukrainiec. On to przechował mnie w swojej izbie, między
pierzynami i poduszkami, gdy groziła mi śmierć z rąk faszystów ukraińskich. Działo
się to latem 1942 r.
Podobnie zostałem ocalony w zimie pod koniec 1942 r., gdy w nocy przejeżdżałem przez
ukraińską wieś Wierzbica. Zostałem nagle na drodze w środku wsi zatrzymany przez uzbrojony
oddział Ukraińców. Był to prawdopodobnie miejscowy oddział UPA, który przeprowadzał
nocne ćwiczenia. [...] na moim wozie znaleziono worek żyta [...]. Wtedy było to działanie
na szkodę państwa niemieckiego, przewożenie zboża groziło śmiercią, dowódca tego
oddziału wydał na mnie wyrok śmierci w imieniu władzy niemieckiej.
Miałem zostać rozstrzelany. [...] aż tu nagle wokół mnie zebrał się liczny tłum kobiet,
dzieci chyba z całej wsi. Zaczęli głośno krzyczeć, płakać i wywoływać z szeregów po imieniu
swoich mężów i synów i wszystkich stojących tam »Striłców«. Zaczęli wołać: nie zabijajcie
go jak psa, puśćcie wolno, to polski jegomość z Nowosielec, który leczył i ratował
zdrowie i życie naszych dzieci i nam również.
W oddziale nastąpiła konsternacja. Wykonanie wyroku odwołano. Puszczono mnie wolno.
I o dziwo, ci, co mieli mnie rozstrzelać, dla mego osobistego bezpieczeństwa eskortowali
mnie niemal pod samą plebanię. Żegnając mnie powiedziano, że mam szczęście i na drugi
raz, abym był ostrożniejszy i nie pokazywał się w ich stronach”. (Źródło: ks. R. Daca, Byłem
świadkiem (fragmenty wspomnień z 1985 r.), „Na rubieży” 2001 nr 52, s. 35–36).
W Stechnikowcach (pow. i woj. tarnopolskie) „jeden z Ukraińców miał żonę Polkę i z nią
dwie córki – czytamy w relacji Anny Derkacz. – Pod koniec 1943 r. otrzymał list od banderowców
z UPA, w którym nakazano mu niezwłocznie zabić swoją żonę i obie córki za to, że
są Polkami. Mąż i ojciec – Ukrainiec tego rozkazu nie wykonał. Otrzymał więc kolejny list
z rozkazem i pogróżkami, ale również po raz drugi rozkazu nie wykonał. Jakiś czas potem
otrzymał trzeci list o podobnej treści, a w nim ostrzeżenie, że jeżeli sam tego nie zrobi, wykonają
to inni. Po tym trzecim liście zdawał już sobie sprawę, że zabójcy przyjdą. Naostrzył
wtedy siekierę, ale nie do wykonania rozkazu, lecz do obrony. Kilka dni potem w nocy ktoś
zaczął ostro dobijać się do drzwi, chwycił więc za topór i stanął w sieni za drzwiami. Kiedy
drzwi wyważono, wpadł pierwszy morderca, gospodarz-obrońca z całej mocy uderzył go
ostrzem siekiery. Napastnik upadł, za nim wpadł drugi. Spotkało go to samo. Więcej napastników
nie było. Wtedy gospodarz zapalił lampę, żeby zobaczyć banderowców. I zobaczył
ciała swego ojca i brata”. (Źródło: Relacja Anny Derkacz, „Na rubieży” 1998, nr 29, s. 38).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz